rageman.pl
Muzyka

Girl Talk – Secret Diary

rok wydania: 2002

wydawca: Illegal Art

pobierz album… albo lepiej nie

 

druga notka!!!! konczymy cykl Girl Talkowy. z prawdziwa pompa. czas na debiut Gillisa.

to chyba najmocniejsze z wejsc w swiat muzyki w ostatnim dziesiecioleciu. choc rownie dobrze moznaby mowic o falstarcie. generalnie rzecz ujmujac – tej plyty nie da sie sluchac.

owszem, glitch to zjawisko ktore do pewnego stopnia akceptuje w Muzyce. zreszta tak ladnie przeciez urozmaical omawiany ponizej „Unstoppable”. ale sa pewne granice w jego uzyciu. tak jak sa pewne granice w Muzyce *w ogole*, za ktorymi ciezko mowic o Muzyce. „Secret Diary” te granice przekracza, wrecz sponiewiera je.

ta plyta powoduje u mnie auentyczne wymioty. owszem, podobnie jak dokonania Budki Suflera czy Bajmu, chcialoby sie rzec. ale ta plyta NAPRAWDE. byc moze problem zrozumieja Ci, ktorym robi sie niedobrze od grania przez iles godzin w gry typu Doom czy Quake – podobno to czeste zjawisko – to jest dokladnie ten sam feeling. leb napierdala, czlowiek jest zamulony, kreci sie w glowie. hej, a moze wlasnie o to chodzilo? gdzies wyczytalem, ze to jest muzyka do brania twardych narkotykow. rzeczywiscie, cos w dzwiekach takich jak „Ffun Haave To” jest takie, ze nic tylko dac sobie w zyle i „odleciec”.

ponadto ze ta plyta zamula, to jeszcze wkurwia. juz pal licho to, ze takie dzwieki wydaje moj komp kiedy zamuli, a akurat mam cos zapuszczonego w winampie – a mimo to jakos nigdy nie bylem na tyle bezszczelny by to zarejestrowac i puszczac w swiat do ludzi. ale te dzwieki autentycznie rozstrajaja nerwowo. pierwsza reakcja po odsluchu byla taka, ze chcialem ceremonialnie polamac CD. pomyslalem sobie nawet, ze to moglby byc nawet pewien gest milosierdzia – w koncu to nie CD-RW, i tak nic z by tej plyty juz nie bylo, a przynajmniej by sie nie meczyla bedac wypelniona takim gownem. bo ta plyta to gowno. choc inspirujace – ostatni „Friends 4 Ever” mnie wyjatkowo rozsmieszyl cytatami z numetalu (Papa Roach, Limp Bizkit itp) (cytaty z innych to wlasciwie jedyna rzecz, jaka laczy te plyte GT z pozniejszymi), ale pomyslalem, ze przeciez podobnie brzmi nowy Korn. kto wie, moze nawet i Sweet Noise pojdzie w tym kierunku? to bylby dopiero slodki halas, heh.

fakt, ze ten album stworzyl ten sam czlowiek, ktorego propsowalem przez 4 ostatnie notki nie pozwala mi wystawic po raz pierwszy w historii tego bloga 0/10, choc kusi. czy mamy do czynienia z „Metal Machine Music” XXI wieku? na to wyglada. czy jest w tym jakies drugie dno? bardzo mozliwe. ale zbyt szanuje swoj czas, by probowac je odkrywac.

 

najlepszy moment: FRIENDS 4 EVER

ocena: jnu32ueru23%%^sqnhjhj677667$()bshsqbhshq

Leave a Reply