rageman.pl
Muzyka

Plies – Aristotle

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

Witam po przerwie. Trochę mnie chorobowo zmogło, przez co ledwo miałem siłę ruszyć ręką, a co dopiero wystukać coś na klawiaturze. Ale już jest w miarę ok, więc wracamy do naszej muzycznej codzienności. Co dziś na tapecie? Ano rapik. Już nie Fat Tony, ale dalej mikstejpowo.

Mixtape’y, jak muzyka in general, dzielą się na te dobre i na te złe. Podczas przeglądania podsumowań i notowań roku ubiegłego zaintrygowało mnie (i ucieszyło), jak dużo na nich właśnie ów mikstejpowych wydawnictw. Znamienne, że autorami niemal ich wszystkich są młode rap wilki, najczęściej wciąż oczekujące debiutu na legalu. Mając co udowadniać światu wpakowują na takie mikstejpy wszystko co mają najlepszego w repertuarze.

Z tymi gorszymi zaś mikstejpami sprawa już nie jest taka prosta. Bo owszem, także ich spora część jest klecona z tego, co dany raper ma najbardziej konkretnego w zanadrzu. A że dany raper jest cienkim bolkiem i za wiele tego nie ma, to brzmią te mikstejpy jak brzmią. Czyli po PISowskiej linii „Przesłuchaj i Skasuj”. A o jego twórcy zapomnij, bo z tej mąki dobrego, czanego chleba nie będzie.

Ale są też przypadki, kiedy średniactwo mikstejpu nie należy brać za wyznacznik możliwości jego twórcy, bo i nie taki był zamiar przy jego nagrywaniu. Bo kiedy raper ma ustabilizowaną w miarę pozycję na rynku w komercyjnym względzie, kiedy ma ludzi gotowych dawać hajs za jego muzykę, to takie mikstejpy nie są już zanadto potrzebne i nie będzie sobie żył dla nich wypruwać? I tak chyba jest z „Aristotle”. Wprawdzie listę nagranych mikstejpów ma Plies dłuższą niż legali, ale po kolesiu z czterema płytami z pierwszej dwudziestki Billboardu trudno oczekiwać, by traktował takie mikstejpy jako coś więcej niż rozgrzewkę przed kolejnym szturmem na listy sprzedaży. Taki sparing-rap, bez porównania z tym, co się dzieje w hiphopowej lidze mistrzów. I słychać to boleśnie – podkłady syntetyczne i schematyczne, wygenerowane chyba z automatu w pięc minut. Konia z rzędem temu, kto będzie je w stanie rozróżnić.

Ale, jak można było się spodziewać, są też tu momenty w których słychać, że nie mamy tu do czynienia z drugą ligą (choć bądźmy szczerzy – do tuzów rapowej ekstraklasy Plies’owi brakuje jeszcze spoooooroooo i chyba nie ma szansy na zmianę tego stanu rzeczy – koleżka ma już 35 lat). Dokładnie dwa. No dobra, dwa i pół. W „Never Cross Them” całość, pomimo typowego crunkowego beatu, jest poszatkowana cudownymi melodiami, z synthów, dzwoneczków i (chyba) gitary. No poezja, której obecność w tym zestawie ciężko wytłumaczyć. Albo cudzes, którego oryginalnej wersji nie znam, albo gospodarzowi jednak zależało, by coś na tym mikstejpie trzymało jednak poziom. Dalej – „Lowa” to teoretycznie rzecz brzmiąca tak samo jak cała reszta tracków, jednak przebojowa jak praktycznie żaden inny kawałek. Na baunsy w Parlamencie jak znalazł. No i jeszcze „Fuck That Shit Out You”. Dokładnie tak jak tytuł sugeruje – arenbi balladka, ze słodziutkim wokalem w refrenie i już-nie-tak-słodkim rapem w zwrotkach.

Gdyby nie te 3 kawałki to mikstejp byłby do zapomnienia. A tak sumienie trochę gryzie na myśl o przyznaniu 6,5/10. Więc…

 

najlepszy moment: NEVER CROSS THEM

ocena: 7/10

Leave a Reply