rageman.pl
Muzyka

Yelawolf – Trunk Muzik

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

O Yelawolfie wspominaliśmy już przy okazji jednego z mixtape’ów Gucci Mane’a, z którym zresztą dość często współpracuje. Czas, by sam Yelawolf miał na tym blogu swe 5 minut.

Teoretycznie wrzucanie Yelawolfa do szufladki „druga liga” byłoby obrazą. Wszak chłopakowi ostatni album wydał sam Eminem, a i lista dotychczasowych kolaborantów to zdecydowanie rapowa ekstraklasa. A jednak jego ksywa nie funkcjonuje w masowej świadomości słuchaczy rapu, przynajmniej po tej stronie Atlantyku. I w sumie trudno nie mieć wątpliwości, czy ten stan się zmieni, biorąc pod uwagę, że u raperów to trochę jak u piłkarzy – 32 lata to już w sumie wiek emerytalny, próg za którym stają się dla przeciętnego słuchacza miainstreamowego hiphopu dziadami, których prędzej jego stary może słuchać. Innymi słowy – Yelawolf trochę późno zabrał się za robienie rap-kariery na szeroką skalę.

A szkoda, bo ewidentnie chłopak wybija się spośród masy – i to nie tylko ze względu na dość oryginalne, bo indiańskie pochodzenie. Inna sprawa, że trzeba uczciwie przyznać, że ta oryginalność jest ciut grubszymi nićmi szyta. Bo z Eminemem łączy go nie tylko kolor skóry i wytwórnia… Taki „F.U.”, nie ma co ukrywać, mógłby stanowić całkiem niezły powód do pozwu (o ile Em chciałby takowy wytaczać własnemu podopiecznemu). Ale też wraz z kolejnymi odsłuchami to skojarzenie stopniowo się oddala, na tyle, by bardziej chwalić aniżeli ganić Wolfa za styl.

Tym bardziej, jeśli również sama muzyka wybija się ponad przeciętność. Wprawdzie część kawałków została żywcem wzięta z oficjalnie wydanej epki, niemniej również pozostałe z dwunastu numerów ewidentnie reprezentują poziom nietypowy jak na mixtape. Fakt, brzmienie ewidentnie nuskullowe, ale na tyle dużo się w nim dzieje, by mogło zainteresować również fana rapu sprzed dekad. No zresztą, taki „I Wish” z Reakwonem – konstrukcja podkładu prosta jak u cepa, ale efekt całościowy to czysty ogień, a udział członka Wu-Tang Clanu potwierdza, że mamy tu do czynienia z liczącym się graczem. Warto odnotować też wybijający się ponad rapową średnią zmysł melodyczny, nawet jeśli momentami (jak np. „Love Is Not Enough”) zbliża on jego posiadacza do mniej udanych pop-eksperymentów Pana Wydawcy z ostatnich lat, pokroju „Love The Way You Lie”. Dla równowagi psychicznej Yela serwuje „Speak Her Sex”, gdzie tej miłości jest aż zanadto heh.

Biorąc pod uwagę, że Oryginału od dawna nie da się słuchać, to taki Substytut jest bardzo w cenie. Choć „Trunk Muzik” pokazuje, że w kręgu zainteresowań Yela zupełnie nie leży bycie czyimkolwiek substytutem. Oby każde kolejne jego wydawnictwo mnie w tej opinii utwierdzało.

 

najlepszy moment: I WISH (FEAT. RAEKWON)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply