Lloyd Banks – V.6: The Gift
rok wydania: 2012
wydawca: DIY
Z Missisipi przenosimy się do Nowego Jorku, gdzie rezyduje bohater dzisiejszej recki.
Lloyd Banks to członek załogi G-Unit. Wciąż pozostający w cieniu jej lidera, 50 Centa, choć też zna smak sukcesu – debiutował solowo już w 2004 roku płytą „The Hunger For More”, która zdobyła sam szczyt listy Billboardu. Potem już z legalami było gorzej. Co innego działalność na scenie mikstejpowej – tu chłopak wciąż trzyma wysoki poziom.
„V6” to dwunasty już mixtape Banksa, a mimo to nie odpuszcza i dostarcza produkty wysokiej jakości. Spójne (50 minut materiału na „V6” to długość niemal idealna), a zarazem zróżnicowane. Może nie ma tu ewidentnego killera, ale też praktycznie nieobecne są tu wpływy nieznośnego trap music z Południa. Prędzej napotkamy coś ewokującego truskull – vide „City Of Sin”, z udziałem Young Chrisa. Ilość gości też optymalna, nie pozostawiająca wątpliwości kto tu jest najważniejszy. Mało znany Vado wspomaga „We Run This Town”. Pośrodku długości płyty czeka nas za to prawdziwy hatrick – najpierw Fabolous kładzie zwrotkę pod „Bring It Back”, w „Chosen Few” przypomina o sobie Jadakass, a w „Gettin By” paranoiczny lekko klimat pomaga tworzyć Schoolboy Q. Z tym ostatnim nieźle koresponduje chyba najlepszy tu „Hate Me Now”. Może nie jest to poziom „Red Eye” Big KRITa, ale parę złamanych rapowych serc będzie miało co repeatować.
Ocena ciut naciągana, ale podobnie jak w przypadku wczorajszego Bannera – tu naprawdę słychać ogrom włożonej pracy, warty docenienia.
najlepszy moment: HATE ME NOW
ocena: 7,5/10