rageman.pl
Muzyka

Killing Frost

gdzie: Anawa, Gdynia

kto: Killing Frost, Idol Falls, Last Rockers

 

Muzycznych relacji ciąg dalszy. Tym razem tematyka hardcore punk.

Klub Anawa, godzina po 19.00. Jak się okazuje, czasem wpływ na rodzaj zgromadzonej publiki ma to, kto organizuje koncert. I tak na królikowych imprezach mamy inną ciut publikę, na beachboysowych inną, na paciorowych inną. I tu też inaczej. Trochę, szczerze mówiąc, gorzej. I mniej licznie.

Choć plus jest taki, że opóźnienie było zaledwie półgodzinne. Zaczął zespół Easy Way Out. Czyli Last Rockers po zmianie nazwy. A jak się okazało również – wśród członków kapeli m.in. Marky, grający na perce w The Disorients. Co to może oznaczać? Że będą wpływy melodyjnego punka typu Ramones. I tak też w istocie było. Ba, tu nawet nie ma mowy o wpływach, a totalnej inspiracji. Choć z drugiej strony ciężko mówić o kopiowaniu. A to dlatego, że ramonesowe granie nie jest zbyt skomplikowane, a jednocześnie ultraoryginalne. Więc tak na dobrą sprawę ciężko powiedzieć coś od siebie w takiej stylistyce. Easy Way Out nawet tego nie próbowali. Zamiast tego dostarczyli półgodzinną dawkę dźwięków idealnych do jazdy na desce, kiwania główką i pogowania. Z wtrętami typu „Biały miś” jako intro i poprawnym kontaktem z publiką. Tylko tyle i aż tyle. Dla mnie si.

Następnie zainstalował się zespół Idol Falls z Tczewa. Widzieliśmy ich dawno temu, w grudniu roku ubiegłego. Muzycznie niewiele się zmieniło. Dalej hardcore punk po linii Minor Threat. Dobry, zaangażowany łomot. Zmiany? Nowy wokalista. Co ciekawe, w jednym numerze gościnnie pojawił się stary wokal. Nowy nabytek poprawny, choć ciężko mówić w tym przypadku o jakimś jebitnie oryginalnym graniu. Ot, dobre, mocne, energetyczne. Niby tylko tyle, ale jednak i aż tyle.

No i czas na gwiazdę wieczoru: Killing Frost z Portugalii. Idealne potwierdzenie na to, że można grać punk w stylu Minor Threat i kipieć pomysłami. A to perkusja ciekawie pomyka, a to intrygujący wokal. Albo w pewnym momencie zapodać czyste reggae, czego chyba jeszcze nigdy nie doświadczyłem na hardkorowo-punkowym koncercie. Zespół zmiótł. Szkoda tylko, że tak mało osób to doceniło. Większość w tym czasie przeżywała na zewnątrz akcję policji pt. „zgarnijmy jakiegoś podchmielonego studenta spod klubu, aby nabić sobie statystyki”. Chujowa akcja, potwierdzająca totalny debilizm naszych stróżów porządku, ale dlaczego to musiało się odbić na występie Portugalczyków? Bez moshu nie ma zabawy. A naprawdę kiepsko oglądało się tak energetyczny występ spotykający się z tak słabym odzewem. Straszna szkoda.

 

najlepszy moment: KILLING FROST – NO TOMORROW

ocena: 6/10