Mönster
kto: Mönster, No Reason Why
yo! dzisiejszy odcinek poswiecimy kolejnemu koncertowi. ale juz nie elektro, choc tez jak najbardziej punk. przede wszystkim punk. i nie azja, a europa. niemcy konkretnie. z silnymi wplywami polskimi.
jedziemy z ewa do gdyni na godzine 20.00. po dluzszych poszukiwaniach w koncu znajdujemy klub Anawa. pierwszy raz bylem tam wiec moze warto poswiecic pare slow temu miejscu. o ktorym nie wiem zbytnio co sadzic. klub jest wrecz drastycznie maly. i jest to typ klubu, ktory probuje wykorzystac swoj nienajlepszy wyglad do budowania klimatu. na zasadzie „patrz, tynk odpada, ale tak ma wlasnie byc, taki klimat wiesz”. na dodatek sceny wlasciwie tam nie ma. jest parkiet na ktorym stoi sprzet. w przypadku kazdego innego rodzaju muzyki takie cos nie mialoby racji bytu. ale to jest koncert DIY. trzeba inna miara. te koncerty musza miec cos z survivalu. i pod tym wzgledem sprawdzilo sie to wysmienicie. zwlaszcza jesli podklad do takiej szkolki przezycia tworzyl TAKI zespol jak Monster.
ale najpierw wystapili polscy reprezentanci. wyjatkowo nie w liczbie dwoch, jak to zawsze bywa na krolikowych imprezach, a jednej. a byl to No Reason Why. ktorych calkiem niedawno goscilismy we wtorek w Negatywie. tyle ze tam wlasciwie pojawili sie w zastepstwie edelweiss piraten, na ostatnia chwile. tutaj mieli zapewniony wystep od poczatku. niestety, ze wzgledu na wyjatkowa ciasnote w klubie raczylismy sie NRW tylko w aspekcie dzwiekowym. swoja droga, to tez jakistam plus – taka sama chyba ilosc ludzi co na The Holy Mountain w Negatywie, ale w Anawie wygladalo jakby bylo nabite ludzmi co do ostatniego centymetra. oczywiscie, te same geby co zawsze na tych koncertach – ludzie z Filth Of Mankind, Invektivy, Calm The Fire and many more. rodzinnie, as always.
no ale, wracajac do No Reason Why. okreslaja siebie mianem old school hardcore. i do takiej definicji nie ma co sie przyczepic. tyle ze melodii mniej,a troszke bardziej agresywnie. ale reszta sie zgadza. punkowe rytmy, takowy wokal i klimat, jakbysmy sie przeniesli prawie 2 dekady wstecz. ja jestem jak najbardziej na tak. nawet jesli dalej brakuje mi tego, by ta muza solidniej sie wyrozniala wsrod masy podobnych kapel. ale przybijam chlopakom wielka piateczke.
kolo 21.00 czas juz jednak na prawdziwa gwiazdeczke wieczoru hehe.
MOOOOOOOOOOONSTER.
byli bezlitosni. bez zbednego intro, od razu narzucili takie tempo, ze slabeusze musieli wymieknac. „Motorhead spotyka Tragedy”. tak, i wychodzi z tego spotkania bardzo wkurwione. agresja wywoluje we mnie negatywne skojarzenia, ale w tej muzyce to nie mogloby jej zabraknac.
na dodatek dawno nie widzialem takiej zabawy wsrod publiki. wall of death, nieustajay mosh, wieczne loty nad glowami… a mowimy tu o publice skoncentrowanej do objetosci nie wiekszej niz 5 na 5 metrow!
moze to przez fakt, ze ludzie zdazyli juz lepiej poznac ten zespol po ich ostatniej wizycie w gdansku. dzieki czemu i pod wzgledem reakcji publiki, a i samej muzyki byl to zdecydowanie lepszy koncert.
a gdy trzeba bylo jakis nietypowy element wprowadzic, to na bis do mikrofonu dorwal sie perkusista zespolu. z wokalem tak zjechanym, ze glos toma waitsa to przy nim anielskie zaspiewy. wszyscy musieli kucnac i w tej pozycji odsluchac swoistego „bluesa”…
nie zrozumie ten, ktory bedzie w tym widzial prymitywizm muzyczny, obyczajowy, naiwnosc ideologiczna. ale dla kazdej innej osoby ten koncert byl jednym z zajebistszych od dlugiego czasu. dla takich koncertow warto zyc. nie ma sensu szukac bootlega z tego koncertu. na pewno nie brzmialo to za fajnie. tam po prostu trzeba bylo byc i poczuc te ENERGIE.
najlepszy moment: MONSTER – STATE VIOLENCE STATE CONTROL
ocena: 6,5/10

