Europa Europa
rok: 1990
reżyseria: Agnieszka Holland
Czy o tak skrajnej tragedii jak Holokaust można opowiadać inaczej niż z pełną powagą? Jeden z moich ukochanych filmów, „Życie jest piękne” Benigniego, udowodnił że tak – i pogodne, niepozbawione humoru podejście do tematu wcale nie musi go trywializować. Ale zanim Włoch nakręcił swoje dzieło życia, ze schematu postanowiła wyłamać się polska Żydówka – i dla niej to ryzyko także się się opłaciło, zarówno artystycznie, jak i komercyjnie. Różnica natomiast jest taka, że Agnieszka Holland, bo o niej rzecz jasna mowa, by opowiedzieć swoją historię nie musiała zaprzęgać wyobraźni niczym bohater filmu Benigniego. W przypadku jej dzieła scenariusz napisało życie.
Choć trudno w to uwierzyć, oglądając nieprawdopodobny szereg szczęśliwych zbiegów okoliczności, które napotykają głównego bohatera filmu Holland. Ale tak było. Solomon Perel (który, notabene, zmarł całkiem niedawno, dożywając pięknego wieku 97 lat), na swój sposób był urzeczywistnieniem legendy o Wędrującym Żydzie. Urodzony w Nazistowskich Niemczech, tuż po Kryształowej Nocy przesiedla się wraz z rodziną do Łodzi. Ale i tam nie zaznają spokoju i po tym, jak wybucha Druga Wojna Światowa, rodzice „Solka” i jego starszego brata Izaaka nakazują synom uciekać na Wschód. Nieświadomi tego, że ta część Europy została już zaatakowana i przywłaszczona przez Sowietów, zostają rozdzieleni, a młodszy z braci Perel trafia do sierocińca na Białorusi, gdzie komunistyczne władze fundują mu ideologiczne pranie mózgu. Jak się okazuje, nie ostatnie – bo w 1941 roku sierociniec zostaje zniszczony w wyniku inwazji Niemiec na ZSRR. Solek, dla którego język niemiecki był językiem natywnym, postanawia ukryć swoje żydowskiego pochodzenie i podając się za Josefa Petersa, wkupuje się w łaski niemieckiego okupanta. Na tyle skutecznie, że trafia do pułku. A na froncie radzi sobie na tyle skutecznie, że zostaje uznany za bohatera wojennego i trafia do Hitlerjugend.
Zapewne można było tę historię opowiedzieć inaczej, na ponuro i/lub z patosem. Być może autobiografia Perela taki wydźwięk ma – nie wiem, nie czytałem. Jeśli jednak na jednego z głównych bohaterów twojej historii wyrasta… twój własny, obrzezany penis (który Perel musiał skrywać aby na jaw nie wyszło jego pochodzenie), a przy tym natężenie farta które cię spotyka jest absurdalnie wręcz wysokie, to aż prosi się, by z tego balona spuścić powietrze i nie uderzać w najsmutniejsze tony. Choć i tak wciąż bardzo daleko do komediowego (u)śmiechu, nawet ciężko powiedzieć, by dzieło Holland nastrajało pozytywnie. Dla mnie to przede wszystkim film o przetrwaniu. I owszem, dzieje ofiar 2 WŚ to przede wszystkim walka o przetrwanie i każda taka walka zakończona sukcesem to historia piękna (i warta opowiedzenia), natomiast to czego dokonał Perel nawet w skali tamtych lat jest niezwykłe. Ale zarazem nasuwające pytanie, którego nie sposób nie zadać – czy ta wola życia jest warta każdej ceny? Oczywiście należy pamiętać, że Perel był wciąż nastolatkiem i jako do takiego powinno się mieć inne wymagania dotyczące heroizmu. Ktoś inny powie, że przecież nie zapomniał o swym żydowskim pochodzeniu. Ale nie zapomnieć i nie wyrzec się to są dwa różne zjawiska.
Ocena postawy Solomona Perela nie powinna jednak rzutować na ocenę filmu Holland. A moja ocena jest taka – film przez cały czas porywający, kiedy trzeba zabawny, innym razem poruszający, po wszystkim dający do myślenia. Można różnie oceniać niektóre ostatnie decyzje artystyczne Holland (wiadomo o jakim filmie głównie tu mowa). Ale jeśli ktoś odmawia jej talentu to jest zwyczajnym ignorantem, który najprawdopodobniej nie widział żadnego jej filmów – włącznie z „Zieloną granicą”. Czyli dość powszechne zjawisko na polskiej patoprawicy.
najlepszy moment: finał
ocena: 9/10