Travis Porter – I’m A Differenter
rok wydania: 2009
wydawca: DIY
Jak obiecałem kilka dni temu, zajmiemy się teraz wgłębiać w mikstejpową dyskografię asamblu co się Travis Porter nazwał. I zapowiada się to na całkiem sympatyczną podróż.
Bo chociaż kwartet reprezentuje nurt tzw. trapowy i brata się z koleżkami pokroju Waka Flocka Flame czy Gucci Mane’a, to już od pierwszych dźwięków drugiego ich mixtape’u słychać jasną deklarację pokazania nurtu w bardziej pozytywnym świetle. Luz, ambitniejsza konstrukcja refrenów, powtykane tu i ówdzie hooki, no i chyba najważniejsze – różnorodność wokaliz (chociaż głównie słychać śpiewy a’la „Pharrell Williams na helu”), dzięki której gościnne występy okazują się praktycznie zbyteczne.
Tyle, że mówimy tu o pierwszej połowie tego godzinnego materiału. Bo wraz z „Givs U Hell” mikstejp wskakuje na jakieś parę poziomów wyżej, jakby włączyć inną płytę. Ok, by się nie zagalopować – to nie są jakieś wielkie piosenki, może w innym kontekście należałoby je traktować co najwyżej jako sympatyczne odrzuty z normalnego longpleja. Chodzi bardziej o bijący po uszach luz, radość zabawy dźwiękiem. Z jednej strony wspomniany „Givs U Hell”, brzmiący jak poppunk z soundtracku do „American Pie” czy innego dzieła tego typu. A tuż po nim „Frekies Girl” i „House Party”, imprezowe bangery. Znalazło się nawet miejsce na lekki posmak melancholii („Gotta Go”), a „Shot Me Down” pozbawiony beatu mógłby robić za… kołysankę.
Gdyby całość była jak ta druga połowa materiału, to bym z miejsca wpisał ekipę TP na elitarną listę „Moja Drużyna”. Ale i tak jestem mega ciekaw, co przyniosła Travis Porterom przyszłość. O tym dowiemy się już w następnym odcinku.
najlepszy moment: GIVS U HELL
ocena: 7/10