One Minute Silence – Available In All Colours
rok wydania: 1998
wydawca: Big Cat Records
Najpierw zwraca uwagę okładka. Małe próbówki z płodami, każda odpowiednio podpisana: „nihilist”, „psychopath”, „dictator”, „racist”. Witaj w Matrixie? Może aż tak to nie, niemniej panowie z 1MS również sygnalizują, że coś jest nie tak ze światem nas otaczającym.
Liryki są w książeczce, więc gorąco zachęcam do ich lektury, ewentualnie do internetowych stron jeśli nie dysponujecie CD. Skupmy się więc na muzyce, jako że to warstwa dźwiękowa jest dla mnie decydująca. Do takich tekstów piosenek przydałyby się jakieś agresywne, dosadne dźwięki. Panowie z One Minute Silence postanowili je generować za pomocą rockowego instrumentarium, co nasuwa skojarzenia z Rage Against The Machine. Owszem, jest to trochę podobne. Ale to chyba zbyt inteligentne chłopaki, by wystarczyło im kopiowanie załogi Zacka de la Rochy. Więc zainfekowali swą muzykę funkowym uderzeniem. W RATM bas tez dużo robi, ale nie aż na taką skalę. Tutaj panu basiście bliżej np. do Flea z Red Hot Chili Peppers. Jeśli już jesteśmy przy tym zespole, to wspomnę jeszcze o wokaliście 1MS. Częstotliwość wypluwanych tekstów na sekundę wskazywałaby na jakieś rapowe korzenie, ale bardziej mi się to kojarzy (również ze względu na barwę głosu) z Anthonym Kiedisem z okresu „Blood Sugar Sex Magic” i wcześniejszego niż z jakimkolwiek raperem. Ale zostawmy już Red Hotów i wróćmy jeszcze do panów z Rage Against The Machine. Udawanie Tomka Morello i jego didżejskiego traktowania gitary byłoby lekką chamówą w upodabnianiu się, więc pan gitarowy rzeźbi niemal wyłącznie riffami. I wychodzi mu to nieźle, więc już nie dręczmy go i pozostałych muzyków porównaniami do znanych kolegów.
Czas na muzykę jako taką. Bazą jest gitara, wokal i sekcja rytmiczna, ale panowie z One Minute Silence lubią sięgnąć od czasu do czasu po jakieś sample. Szczególnie lubują się w dźwiękach rodem z telewizyjnych wiadomości, co tylko wzmacnia polityczny przekaz tekstów. A jeśli chodzi o najważniejszą rzecz, czyli kompozycje… Wiadomo, że z każdą płytą w dyskografii RATM piosenki były coraz krótsze, ale podejście pozostawało to same – wszystko ładnie poukładane, zadawanie ciosów systematyczne, wyważone. Co innego panowie z 1MS. Napierdalają jak oszaleli, jak w jakimś amoku. Ale o dziwo wychodzi im to zgrabnie i rezultat taki jaki powinien być – jestem powalony. Nie sądzę, by wytwórnia narzuciła im wymóg długości utworów, więc chyba sami uznali że mniej więcej trzy minuty starczą by oponent-słuchacz leżał na deskach. Rezultat jest taki, że w tych kawałkach aż gęsto od energii, jazda bez trzymanki. I też ciężko wskazać na ewidentnie gorsze czy lepsze numery. Jeśli już trzeba, to wyróżniamy na plus „New Dogs New Tricks”, „South Central”, „A More Violent Approach”, „I Think Therefore I’m Damned”, ale wymieniać mógłbym dalej.
Cóż, ilość świetnych tracków sugerowałaby że to Genialna płyta. W czym więc problem? Ano wracając do analogii z „boksem” – tak oszalałym obijaniem komuś mordy (a tym przypadku uszu) można się solidnie zmachać i wtedy siły brak, a w tym przypadku – inwencji na przyszłe płyty. Było niby coś później wydanego pod szyldem One Minute Silence, ale to już nie było to…
najleszy moment: SOUTH CENTRAL
ocena: 7/10