Mark Knopfler – Sailing To Philadelphia
rok wydania: 2000
wydawca: Mercury
by juz zamknac temat Dire Straits, pochylmy sie nad solowym wydawnictwem pana lidera. pochylmy sie i rzewnie zaplaczmy.
juz wczoraj mowilismy o tym, ze ostatnia plyta Dire Straits zawiera przerazajaco duzy ladunek country. 9 lat pozniej, przy kolejnej solowej plycie Knopflera, nie mamy watpliwosci – niegdysiejszy sultan swingu stal sie amerykanskim wiesniakiem. co gorsza, przerazajaco smecacym wiesniakiem. bo otwierajacy album „What It Is” brzmi dosyc dynamicznie, pozytywnie, ze slicznymi skryzpeczkami, kapitalna gitara i przede wszystkim przebojowo. przynajmniej na tle pozostalych numerow… panie Marku, czemu cala plyta nie moglaby byc jak ten pierwszy numer? ja doceniam kunszt wykonania. ja nie mam nic przeciwko minimalistycznym aranzacjom. lubie songwriterow. ale te wszystkie wymienione cechy nie musza dawac w efekcie usypiajacej plyty. i nie ratuje sytuacji to, ze w jednym z numerow mamy goscinnie Vana Morrisona (zreszta, nie powiedzialbym bym byl fanem tego pana). nie wiem, moze docenie te plyte jak bede mial dwa razy wiecej lat. moze lepiej byloby bez kontekstu „plyta bylego lidera Dire Straits”. a tak to wylapuje „What It Is”, ciekawy klimat w „Silvertown Blues”, coponiektore zagrywki Mistrza Gitary (chociaz i tak ma sie wrazenie, ze inwencja juz nie ta) i odkladam na polke o nazwie „nie siegac przed 2028”. a tak wysoka ocene daje tylko i wylacznie po znajomosci trwajacej juz tyle lat.
nie cieszcie sie zanadto ze zegnamy sie z Dire Straits. jutro tez opowiem Wam o jakichs dziadach hehehe.
najlepszy moment: WHAT IT IS
ocena: 6/10