Rage Against The Machine – Evil Empire
wydawca: Epic
zdecydowanie najtrudniejsza plyta w dyskografii ratm. pod kazdym wzgledem. brzmienia, przebojowosci, nosnosci tekstow, nawet w okladce jest cos odpychajacego. z trzech plyt z premierowym materialem najnizej wlasnie ta plyta jest oceniana. tym wieksza byla krytyka w momencie wydania. ze to juz nie to samo, ze wtornosc, ze wysadzanie otwartych drzwi…
no ej, jak mozna wysadzic otwarte drzwi? no ej, co to za bzdura ze wtornosc? mieli za skrzypce chwycic czy jak?
opierajac sie znow na wokalu, gitarze, perkusji i basie stworzyli plyte bardzo odmienna od debiutu. przede wszystkim brzmienie. mniej klarowne, , przybrudzone, wrecz „przymulone”. no ale ponoc nagrywali na setke… czy to nie jest jakas proba zaproponowania czegos nowego?
w sumie to bylo tak, ze ten album rejdzow poznalem jako pierwszy. szosta klasa podstawowki wlasnie na tych dzwiekach mi minela, choc tak na dobra sprawe srednio kumalem takie granie. ale wyroznialo sie wsrod kaset, gdzie poza ratmem blendersi uchodzili za najbardziej rockowy. potem siegnalem po debiut rejdzow i „Evil Empire” poszedl w niepamiec. i tak na dobra sprawe zaczalem doceniac ten album calkiem niedawno. najbardziej za te rzeczy, ktore mnie wczesniej odrzucaly.
bo tu juz nie ma takiej nosnosci jak na debiucie. pod wzgledem muzycznym jak i lirycznym. chociaz nie – jest przebojowosc. ale trzeba jej sie doszukac. tak wlasnie. trzeba przebolec brzmienie by doslyszec, jak zajebiscie balansuja dynamika w „revolver”. jaka energetyczna petarda jest otwierajacy calosc „people of the sun” czy nagrodzony grammy „tire me”. a hiphopowy groove „year of tha boomerang”? najbardziej pamietany z „EE” jest „bulls on parade” i rzeczywiscie nietrudno to zrozumiec – melodia od razu wpada do glowy. no i jest tu jedna z najzajebistszych solowek morello. oczywiscie ani razu nie pojawia sie „klasyczna” gitara.
coz, bywa tak, ze by nagrac album A, trzeba nagrac i album B. jestem pewien, ze bez „EE” nie byloby takiej plyty jak „the battle of los angeles”. ale osmiele sie wyrazic, ze to wlasnie za „Evil Empire” mozna najbardziej szanowac ten zespol. bo na podstawie tej plyty mozna o ratm powiedziec, ze byli czyms znacznie wiekszym niz polaczenie rapu i rocka.
najlepszy moment: REVOLVER
ocena: 8,5/10
