rageman.pl
Film

Nie zgubiliśmy drogi

rok: 2022

reżyseria: Wilhelm Sasnal, Anna Sasnal

 

Czy malarze mogą być dobrymi reżyserami? No, na pewno mają ku temu większe predyspozycje niż muzycy pragnący zostać aktorami (lub odwrotnie), wszak w gruncie rzeczy film to nic innego jak ruchomy obraz. I przykład Davida Lyncha, który w pierwszej kolejności uważa się za malarza, pokazuje, że takie połączenie talentów nie zawsze musi owocować zachwycającą fabułą, ale na pewno gwarantuje piękno kadrów.

Czy Wilhelm Sasnal czuje się bardziej malarzem niż filmowcem? Ciężko powiedzieć, bo chociaż większości fanów sztuki jest znany bardziej ze swych obrazów i grafik, to jego filmografia nie jest już taka skromna. I być może gdybym odrobił pracę domową i zapoznał się z Jego wcześniejszą filmową twórczością, to miałbym inne oczekiwania co do „Nie zgubiliśmy drogi”. A tak to, choć oczywiście nie oczekiwałem jakichś Matejkowych klimatów, byłem dość zaskoczony jak bardzo ten film jest w swej formie, hm, ascetyczny.

Inna sprawa, że dokładnie tak ten film, opowiadając takie a nie inne historie, powinien wyglądać.

Pokrótce rzecz ujmując – obserwujemy perypetie dwóch osób. W żaden sposób z sobą nie związanych, ich drogi – przynajmniej tak długo jak oglądamy ich na ekranie – ani razu się nie przecinają. On, wykładowca któremu dopiero co podziękowano za pracę na uniwersytecie. Ona, tłumaczka chwytająca się freelanserskich robót. A jednak, w swej równoległości, obie historie mają znamiona lustrzanych odbić. Zresztą, w tym lustrze może się przejrzeć znacznie więcej osób.

Jestem zdania, że sztuka powinna się bronić bez jakiegokolwiek kontekstu i tłumaczenia. Jedyne czemu mogą one służyć to większemu docenieniu dzieła, ale nie całkowitej zmianie zdania o nim. A jednak Q&A z autorami „NZD” na Nowych Horyzontach było bardzo cenne, bo padło na nim zdanie kluczowe do zrozumienia nie tylko filmu, ale i wielu osób, którzy w Ewie i Eryku zobaczyli część siebie – otóż ucieczka to nie to samo co oddalenie. Ucieczka, nawet jeśli nie ma konkretnej destynacji, jest efektem powzięcia pewnych działań. Bohaterowie filmu Sasnali się oddalają – samoistnie, niczym baloniki z helem puszczone w powietrze. Ich cielesność bierze udział w wydarzeniach tu i teraz, ale duchem są obecni coraz mniej. Nie chcąc używać zbyt górnolotnych i przesadzonych określeń – jest to swego rodzaju mentalne samobójstwo, jeśli samobójstwo zdefiniować jako pożegnanie się z życiem na Ziemi (czy życiem w ogóle, w zależności kto w co wierzy).

Czy można z tej drogi zawrócić? Na to film Sasnali nie odpowiada, zresztą myślę że nie mieli nawet takich intencji. Nie ma tu też jakiegokolwiek oceniania, można by rzec bynajmniej – zobaczcie nas, bo takich osób jak Ewa czy Eryk jest mnóstwo, ale nie oceniajcie czy zgubiliśmy naszą drogę czy nie. I też, jak się też okazuje na przykładzie przyjaciela Eryka, żadna osoba trzecia nie będzie w stanie wpłynąć na to czy będziemy tą drogą podążać czy nie.

Nie jest to film łatwy w oglądaniu przez treść, nie jest jednak też przez formę. Być może taki był zamysł, ale są tu momenty zbliżające całość bardziej do pracy dyplomowej na filmówce niż kinowej, choćby nawet i niskobudżetowej, produkcji. I jest spore prawdopodobieństwo, że poza filmowe festiwale i seanse koneserów ten film nie wyjdzie. A jednak cieszę się że na ten film natrafiłem. Momentami i swoje odbicie sprzed lat w nim widziałem.

 

najlepszy moment: nie jest to specjalnie istotna scena, ale rozmówka po angielsku z korpo-szefem dość efektywnie łączy komedię, smutek i obrzydzenie

ocena: 7/10

Leave a Reply