W ciemności
reżyseria: Agnieszka Holland
Ubiegły tydzień minął mi na pierwszych w moim życiu Nowych Horyzontach. Oczywiście były lepsze i gorsze filmy, ale każdy bez wyjątku warty obejrzenia, dlatego spodziewajcie się tutaj napływu recenzji.
Zaczynamy jednak nietypowo. Otóż w ramach festiwalu odbyła się także retrospektywa twórczości Agnieszki Holland. Postanowiłem w jej ramach nadrobić najbardziej bolącą mnie zaległość – nakręcone 10 lat temu „W ciemności”.
Dla tych, którzy jednak nie widzieli – film, osadzony we Lwowie w czasie okupacji niemieckiej, opowiada o kanalarzu Leopoldzie (zwanym przez innych Poldkiem) Sosze, który dzięki swej wiedzy zdobytej w pracy był w stanie ukrywać w kanałach grupę Żydów przez 14 miesięcy. Początkowo, będąc typowym „polskim cwaniakiem”, robił to za opłatą, z czasem zaczęło się to przeradzać w bezinteresowną troskę.
Powiedzmy sobie szczerze – temat 2 Wojny Światowej i wszystkich pobocznych zagadnień (Holokaust, Powstanie Warszawskie) to swoisty handicap dla każdego twórcy, gwarancja wyciśniętych łez. A jednak wciąż, jak wiemy na licznych przykładach, można przedstawić ten temat lepiej lub gorzej. I będę się upierał, że „W ciemności” należy do tej pierwszej grupy.
Przede wszystkim – choć nie ma tu relatywizmu w przedstawianiu Niemców, których zło wyznacza koniec skali, tak już inne uczestniczące w dramacie nacje mają zdecydowanie więcej wymiarów. Są Polacy bohaterscy, uzasadniający skąd ich tak wielu w Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, ale są też Polacy – mówiąc wprost – skurwiali lub przynajmniej bierni. Są Żydzi walczący z zagładą dumnie, ale i tacy, którzy w tej walce posuną się do największego upodlenia. Odważne, zwłaszcza w kontekście aktualnych (chociaż przecież niemożliwych do przewidzenia w czasie produkcji filmu) wydarzeń, jest pokazywanie Ukraińców kolaborujących z hitlerowcami. Nie ma tu hollywoodzkiego stawania ramię w ramię, człowiek postawiony w sytuacji skrajnej myśli w pierwszej kolejności o sobie. Tak też było z Sochą, który swoją dobroć i bohaterstwo też konkretnie wyceniał.
Wielką zaletą – i wcale nie tak oczywistą w kontekście kina przedstawiającego ten fragment historii świata – filmu jest także jego skrajny realizm. Żydzi uprawiający seks w kanałach? Tak, wszak wciąż byli to ludzie, których przyziemne potrzeby nie ograniczały się do jedzenia i picia. Libacje w otoczeniu masowej zagłady? Tak, przecież mówimy nie o dniach, czy tygodniach, ale miesiącach – obok siebie funkcjonowały egzekucje i normalne życie tych bardziej uprzywilejowanych.
No i, last but not least – kreacje aktorskie. „W ciemności” to kolejny dowód, że dramatem takich aktorów jak Robert Więckiewicz jest urodzenie się w tak oddalonym od hollywoodzkiego centrum wydarzeń miejscu jak Polska. Ale przykład Christopha Waltza każe wierzyć, że wciąż nie jest za późno – i jeśli ktoś z naszej czołówki aktorskiej miałby w końcu zostać globalnie zauważony, to Więckiewicz jest głównym kandydatem. Ale też żeńskie role – Kingi Preis czy Agnieszki Grochowskiej – czy też obsady zagranicznej są warte wszelkich pochwał. I zgadzam się z tym co powiedziała Holland na Q&A po seansie – takie filmy jak „W ciemności” powinny być kręcone tu, we wschodniej Europie, i w lokalnych językach.
Owszem, są rzeczy w tym filmie do których można się przyczepić. Ale nie zmienia to faktu, że Pani Agnieszce, jako osobie o żydowskich korzeniach, taki „rozliczeniowy” film się zwyczajnie „należał” (choć nie wiem czy to najlepsze słowo). I na tle podobnych dzieł Polańskiego czy Spielberga zdecydowanie prezentuje się godnie.
najlepszy moment: w kontekście fabuły filmu trudno mówić o najlepszych momentach
ocena: 8,5/10
