Joni Mitchell – Wild Things Run Fast
rok wydania: 1982
wydawca: Geffen
skoro tak dobrze nam sie rozmawia o Joni, to poruszmy temat kolejnego po „SAL” wydawnictwa. pierwszego studyjnego od czasu „Mingusa”. i baaaardzo odmiennego od obu tych plyt.
ciezko orzec, czy Joni naprawde tak sie podjarala w tym czasie The Police czy nowa wytwornia jej szepnela to i owo do uszka. ale fakt jest taki, ze „WTRF” brzmi zdecydowanie bardziej popowo, rockowo (nawet bez przedrostka folk-) i zwyczajnie przystepniej, w tylu zalogi Stinga wlasnie. choc totalnego odciecia sie od wczesniejszych poszukiwan nie ma. taki „Be Cool” brzmi jak najbardziej jazzowo. ale sednem plyty sa raczej takie utwory jak tytulowy, ktory sporo czerpie zarowno z Policjantow, jak innych gwiazd radiowego rocka lat 80tych. dosc powiedziec, ze we wspomnianym i paru innych utworach na gitarze gra Steve Lukather z zespolu-symbolu takiej estetyki – Toto (dobrze ze pozostali koledzy z zespolu nie zostali zaproszeni, heh). a w „You Dream Flat Tires” duet wokalny z Joni tworzy sam Lionel Richie… dla rownowagi jednak na plycie pojawia sie ponownie Wayne Shorter czy wirtuoz perkusji prosto od Zappy – Vinnie Colaiuta.
nawet jesli momentami jest naprawde banalnie, jak w „Underneath the streetlight”, to czesciej jest intrygujaco. moze i „Solid Love” brzmi jak wykapany regaae’ujacy The Police, ale w polaczeniu z postacia Joni tworzy to osobliwa mieszanke. „Ladies man” to zas cos, co mogloby sie znalezc w repertuarze soulowych gwiazd. za ciekawe mozna tez uznac kombinowanie z latami 50tymi. w otwierajacym album „Chinese Cafe” inkorporowano fragemnty evergreena „Unchained Melody”. zas „(You’re so square) Baby I don’t care” to cover pelna geba, podany w rock and rollowy sposob.
ocena koncowa troche na wyrost, ale warto zaznaczyc subiektywna obserwacje, ze w takim bezpretensjonalnym wydaniu Joni wypada fajniej niz gdy jazzuje az do przesady.
najlepszy moment: (YOU’RE SO SQUARE) BABY I DON’T CARE
ocena: 7,5/10