Q-Tip – Amplified
rok wydania: 1999
wydawca: Arista
reklama najpierw: http://rozrywka.trojmiasto.pl/info_imp.php?id_imp=117734 wpadniecie?
a teraz o tym, jak robi sie pozytywny hiphop na NAPRAWDE wysokim poziomie nawinie Wam moj kolega Q-Tip… a wlasciwie ja nawine, a Q-Tip posluzy jako przyklad.
nie chce robic z siebie mega fana, bo takim nie jestem, ale mega lubie kolezke. bajeczny, kojacy glos. technika, flow, przekaz – wszystko na poziomie czyniacym go moim zdaniem jednym z najlepszych w hip hopie swiatowym. wszechstronnosc, dzieki ktorej dobrze wypada zarowno w piosence Chemical Brothers, jak i R.E.M. no i last but not least – A Tribe Called Quest. czy czegos brakuje? tak, sukcesu komercyjnego. muzyka ATCQ moze niezbyt nadawala sie na podbicie gustow mas, ale solowy debiut, o ktorym dzis mowa, rokowal nadzieje jako zajebiste polaczenie stylu q-tipa z komercyjnym potencjalem.szkoda wiec ze wytwornia tak mu spieprzyla kariere, ze dopiero rok temu, po blisko 9 latach (!!), wydal drugi album „The Renaissance”. ale o tym moze kiedy indziej. zajmijmy sie cudenkiem zwanym „Amplified”.
juz pierwszy numer krazy na najwyzszych obrotach pod wzgledem jakosci. napiecie wzrastajace za pomoca zwyklego monotonnego dzwieku typu „tytytytytytytyty” i po pol minuty zaczyna sie q-tipowa nawijka na totalnie rozluzniajacym atmosfere podkladzie. juz geba sie szczerzy od ucha do ucha, jakby kto mi scyzorykiem mnie potraktowal. a jak w pewnym momencie wchodza handclapsy, to juz wiadomo, ze jencow nie bedzie. kiedys myslalem ze to fajny imprezowy kawalek, co postanowilem sprawdzic na dyskotece w liceum. okazalo sie niestety zgola inaczej i od tego czasu rozkoszuje sie muza q-tipa w domowych warunkach.
jest to sztuka zainteresowac sluchacza hiphopowym albumem, na ktorych ilosc goscinncyh wystepow ogranicza sie praktycznie do dwoch trackow (i to ulokowanych na samym koncu plyty), a za podklady odpowiada ta sama spolka autorska – q-tip i niestety niezyjacy juz J Dilla (znow sa dwa wyjatki jednakowoz). q-tipowi sztuka ta udala sie tutaj niemal w calej, 45minutowej rozciaglosci. choc przypuszczam ze fani Flo Ridy, Chrisa Browna i tym podobnych wynalazkow moga miec raczej inne zdanie. uzyjmy ponownie epitetu z poprzedniego akapitu – ta muzyka jest totalnie rozluzniajaca, wrecz rozleniwiajaca. zero pospiechu, nabij faje i odpusc sobie, a jak nie to rozkoszuj sie kunsztem dzwiekow, jakie wydobywaja sie z tego albumu i bajecznie plynacym po bicie gospodarzem. obudz w sobie patriote gdy uslyszysz w „breathe and stop” sampel z Urszuli Dudziak. jak jedziesz samochodem to koniecznie ustaw na repeacie „Let’s ride” (choc bardziej polecane na zwiedzanie miasta z 40km/h na liczniku niz pomykanie na autostradzie). a przy odrobinie dobrej woli uda ci sie nawet zabaunsowac do najbardziej popowych w karierze q-tipa „breathe and stop” czy zwlaszcza „Vivrant thing”. swietne kawalki, choc wybraniu obu na single moglo dawac bledne pojecie o calosci „Amplified”. aaaa, i koniecznie nie wylaczajcie plyty po ostatnim numerze, bo ominie was przyjemnosc obcowania z „Do It, See It, Be It”. nie rozumiem, jak tak wrecz uduchowiony numer, z zyciowym pod kazdym wzgledem tekstem q-tipa, mogl wyladowac na plycie jako hidden track.
na koniec zostawilem sobie numery „goscinne”. za podklad w „Do It” odpowiada Dj Scratch. hiszpanska gitarka, rozerotyzowany dialog z blizej nieznana wokalistka. spoko, choc lepsza jest druga rzecz dostarczona przez tego pana – „N.T.”. GenialnY sampel nawiedzonego, knajpianego pianina, a na majku goscinnie Busta Rhymes ktory, trzeba szczerze przyznac, tutaj kradnie show (zwlaszcza w skicie konczacym kawalek). a pod indeksem namba 12 najbardziej porabana tutaj rzecz – „End Of Time”. tytul nie wyjety z dupy, naprawde brzmi to apokaliptycznie. moj Boze, industrial hip hop? aha, goscinnie graja tu numetalowi ulubiency z Korna. chociaz slychac tylko Jonathana Davisa. predzej czy pozniej musialo dojsc do tego spotkania, wszak q-tip zanim nie przeszedl na islam poslugiwal sie dokladnie tym samym imieniem i nazwiskiem.
nie wszystkie elementy tutaj przekonuja (piskliwy glosik w „Do It” jest wprost z dupy wyjety), ale ten album to perla w mej kolekcji. encyklopedyczny przyklad tego, co rozumiem pod pojeciem „Dobry Hip Hop”.
najlepszy moment: END OF TIME (feat. Korn)
ocena: 8,5/10