Kult – Salon Recreativo
wydawca: SP Records
takie sa fakty, ktore mozna znalezc w kazdym wywiadzie i artykule: „Salon Recreativo” jest swiadectwem dominacji Banana w Kulcie (ktory zreszta nawet go nie zakladal!). Kazik poczatkowo probuje forsowac swoje producenckie propozycje, po czym sobie odpuszcza. pare lat pozniej jedzie po plycie jak po lysej kobyle. w 2008 roku Banan zostaje wyrzucony z zespolu po klotni dotyczacej tego, kto ma w zespolowym busie siedziec przy oknie (!!!). niedlugo potem wszyscy w zespole zgodnie oswiadczaja ze wreszcie atmosfera sie oczyscila, a gdy ostatnio zespol wszedl do studia nagrywac nowy album, na stronie internetowej SP Records Slawek Pietrzak oswiadcza, ze w zespole panuje optymizm i entuzjazm jakiego nie bylo od wielu lat. i wlasciwie na odnotowaniu tego wszystkiego moznaby zakonczyc notke nt „Salonu Recreativvo”. tym bardziej ze wole poswiecac miejsce na plyty, ktore lubie.
z drugiej strony nawet jesli nigdy nie bylem specjalnym fanem Kultu to uwazam ten zespol za zbyt istotny dla polskiej muzyki, by zbywac jego jakiekolwiek wydawnictwo milczeniem. trzeba po prostu odnotowac, ze „SR” jest zwyczajnie albumem strasznym. swiadectwem gigantycznego kryzysu. czesto bywa tak, ze w najwiekszych bolach rodza sie dziela wybitne, ale niestety nie tym razem. a ze impotencji tworczej Kultu towarzyszy tradycyjne dazenie Kazika do wypelnienia objetosci CD do granic mozliwosci, przesluchanie calosci jest naprawde wyzwaniem. jestem ciekaw, czy ktos wysluchal za jednym zamachem dwuplytowej edycji „Salonu Recreativo”. zreszta w sumie sens istnienia tej drugiej plyty, gdzie trafily stare hity jak i kawalki z SR w „kazikowym wydaniu”, pozostaje dla mnie wciaz tajemnica. bo poza ciekawym podejsciem do „Wodki” te wersje bynamniej nie sa lepsze od tego, co znalazlo sie we wlasciwym programie.
kiedys myslalem, ze ta plyta jest trudna, wymaga skupienia. i w sumie tak sadze wciaz w przypadku takich trackow jak „Piotr Pielgrzym” czy „Pelniej”. w wiekszosci przypadkow jednak nie ma co owijac w bawelne – te piosenki sa kurewsko nudne. w polaczeniu z obrzydliwie archaicznym brzmieniem wychodzi z tego prawdziwa rozpacz.
a w dowod na to, ze nie mam zalu ze sie zestarzeli, niech swiadczy fakt, ze imho gdyby plyte wypelnialy takie numery jak „Forum Internetowe”, nowoczesnie brzmiace „Ogrodzenie” czy najlepsza tu singlowa „Brooklynska Rada Zydow” to bylbym w pelni kontent. nie jest to „stary Kult”, a jednak jest bardzo dobrze. urzeka „Laczmy sie w pary, kochajmy sie” z cudnymi zenskimi wokalizami. usmiech wywoluje „With a little help from my friends” wiadomego autorstwa (kto wyskoczy z Cockerem w tym momencie wylapie wpierdol), oczywiscie z perkusista Goehsem na wokalu.kurcze, przeciez te akurat fragmenty plyty sa super. dlaczego wiec calosc jest tak nie-do-strawienia?
powiem szczerze – lubie waltornie Banana, doceniam jego wklad we wczesniejszy rozwoj Kultu, ale nie na tyle by w jakikolwiek sposob smucic sie po jego odejsciu. wierze ze ta „nowa zajebista atmosfera” nie jest czcza gadanina pogubionego kompletnie zespolu. jesli nowy album wyciagnie Kult z kryzysu to bede pierwszym, ktory pogratuluje Bananowi bycia wyrzuconym z kapeli.
najlepszy moment: BROOKLYŃSKA RADA ŻYDÓW
ocena: 5/10 (tylko za obecnosc tych paru dobrych piosenek nie potrafie nizej ocenic)

