rageman.pl
Muzyka

Jeff Beck – Performing This Week… Live At Ronnie Scott’s

rok wydania: 2009

wydawca: Eagle Rock

 

zmieniamy klimat. a przy okazji wreszcie Wam cos polece z nowosci. chociaz zapewne malo kto sie skusi na jakiegos rockowego dziada…

no coz, najwidoczniej sam zdziadzialem, choc akurat to juz wczesniej zauwazylem. na szczescie nie stalem sie jeszcze rockowym dziadkiem i nie zaprenumerowalem jeszcze „Teraz Rocka”. no, ale powaznie – akurat Jeff to lebski facet, zadna tam rockowa konserwa, choc latka swoje ma i nieodmiennie kojarzy sie z gitarowym graniem.

zreszta, to dvd mowi wszystko o obecnej kondycji tego Pana, jak i ogolnie o jego „muzykopogladzie”. rock, owszem, ale tez jazz, soul, reggae, blues, a nawet – powaznie – triphop. i chociaz repertuar to w glownej mierze cudzesy, to grzechem byloby nazywac Becka odtworca, co to jak Cocker buduje kariere na piosenkach innych. to banal, ale naprawde tak jest – do kazdego numeru doklada wieksza lub jeszcze wieksza dawke siebie, swego talentu, unikalne brzmienie swej gitary.

okej, moze powyzszy akapit nie brzmi jakas ultraprzekonujaco. nie szkodzi. bo jesli ktos przypadkiem jednak natrafi na fragment tego wystepu, to musialby byc zwyczajnym ignorantem, jesli nie dostrzeglby kozackosci tego co wyczynia Beck ze swoim skladem. tego, ze Jeff kazda wygrana nuta, nawet ruchem scenicznym Wymiata. przypuszczam, ze nawet na totalnej alkoholowej bombie, z kazda reka w gipsie i glowa w wiadrze poradzilby sobie nie gorzej. propsy naleza sie tez pozostalym muzykom – perkusiscie, klawiszowcowi, a przede wszystkim basistce. koncert sie zaczyna, na scene wychodzi Beck i jego rowiesnicy, a za nimi malutka dziewczynka w kreconych wloskach. „oho, Beck corke do skladu zaprosil, coz za mily gest”. a tu jak dziewczyna nie poleciala Pastoriusem jakims… no i sie okazalo, ze to nie corka jednak. puenta – chyba sie zakochalem.

background historyczny wydawnictwa jest taki, ze Jeff zostal zaproszony w 2007 roku do zagrania 5 koncertow pod rzad w kultowym ponoc brytyjskim klubie Ronnie Scott’s. zadne Las Vegas, jeno jazzowa knajpka na 250 osob. czyli elitarna sprawa dla elitarnych ludzi, wsrod ktorych mozna dostrzec m.in. polowe skladu Led Zep, a ponoc pojawili sie takze Brian May i Jon Bon Jovi. zreszta, to nie koniec celebryckich nazwisk. bo na wokalne (i nie tylko) ficzuringi do swojej instrumentalnej jazdy Jeff zaprosil takie persony jak Joss Stone, Erica Claptona i Imogen Heap. pierwsza calkiem niezle sie odnajduje ze swoim soulowym Glosiskiem w rockerce Becka (choc przerabiaja malo rockowego Curtisa Mayfielda). Clapton wspiera wokalem i gitara wykonania dwoch bluesiorow, i choc Clapton imho zdziadzial niemozebnie, to jednak troszke nogi sie uginaja przed tym performancem. gdyby jeszcze dolaczyl do nich trzeci Yardbird – Jimmy Page (jak juz wspomniane zostalo – obecny zreszta na widowni), to to dvd sluzyloby kazdemu maniakowi Gitary lepiej niz viagra. i tylko jednorazowy zakup! mnie najbardziej jednak z tych goscinnych wystepow rozwalila dotad nieznana Imogen Heap. rockandrollowym „Rollin And Tumblin”, ale przede wszystkim autorskim „Blanket”. tu wlasnie pojawia sie wspomniany posmak triphopowy. cudna sprawa, z cudownym wpasowaniem sie w klimat Becka. taka gitarke zreszta lubie najbardziej – max tresci, minimum formy. czysty feeling, mniej znaczy wiecej, zadnej zenadnej popisowki typu Malmsteem czy podobne oszolomy. zreszta i w innych trackach Beck nie zbliza sie do nich na centrymetr. a, z hajlajtow plyty wymienilbym „A Day In The Life” Fab Four. gitara Becka imitujaca wokal Lennona – klasyk.

na logike wiec:

Jeff Beck = wystepy na zywo = dvd

dvd + historyczny moment + ladne wydanie calosci (m.in. wywiady w bonusach) = 8,0

conajmniej

 

najlepszy moment: BLANKET (feat. Imogen Heap)

ocena: 8/10

Leave a Reply